Nymph ma nowego wkurzającego kota, właściwie kotkę, którą nazwała Kasandrą. Ma też dwa egzaminy w najbliższym czasie, więc siedzi z nosem w książkach zamiast wypoczywać na tym swoim parszywym urlopiku. Faktem jest, że zmalowała coś ostatnio, ale sfotografuję to jutro, o ile będzie mi się chciało. Dziś wrzucę "artystyczne" zdjęcie Kasandry sprzed miesiąca.
Pogrążyłam się w bólu i rozpaczy. Pod koniec zniknęła moja kotka. Jakby rozpłynęła się w powietrzu. Nie mam zielonego pojęcia co jej się mogło stać. Nie wyprowadziła się, bo nigdzie nie byłoby jej lepiej niż u babci mojej. Samochód jej nie rozjechał, bo leżałaby rozjechana na drodze (z resztą tu nie da się szybko jeździć autem nie zostawiając podwozia w dziurach). Wiecznie niedożywiony pies sąsiadów też chyba jej nie dorwał, bo gdzieś w pobliżu leżałyby jakieś szczątki. Ewentualnie ktoś mógłby chcieć ją "przygarnąć", ale kto normalny na siłę próbuje złapać (ponad) dwuletniego, uciekającego przed nim/nią kota?
Ehhh, muszę porzucić nadzieję, że wróci. Sterylizowane kotki nie robią sobie dłuższych wycieczek z własnej woli.
SESJA zaliczona w pierwszym terminie. Czuję się jakbym była och i ach, co-to-nie-ja. Fantastyczne uczucie. Teraz mogę sobie spokojnie zacząć czytać cywila (podręczniczek i kodeks), no i w końcu coś nabazgrać konkretnego, bo z tym zostałam z tyyyyłu. xP